Polska Federacja Tang Soo Do
Forum Polskiej Federacji Tang Soo Do Strona Główna Forum Polskiej Federacji Tang Soo Do
Tang Soo Do i inne sztuki walki

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Religia a sztuki walki
Autor Wiadomość
Skowron
Gość
Wysłany: Wto Cze 19, 2007 20:32   

MAŁA MI napisał/a:

A szatan czyim dziełem? :twisted:


Zależy jak patrzeć. Od strony chrześcijaństwa Szatan był Upadłym Aniołem, stworzonym przez Boga, który zbuntował się przeciw niemu. Patrząc z innej perspektywy Szatan to wyobrażenie człowieka. Inne określenie Zła, czy poprostu zwierzęcej natury człowieka. A także myślącej.
 
 
MAŁA MI
Gość
Wysłany: Wto Cze 19, 2007 20:33   

LUNAR napisał:
Cytat:
....Szatan to wyobrażenie człowieka. Inne określenie Zła, czy poprostu zwierzęcej natury człowieka. A także myślącej
:-D
Dzięki za wyczerpujące , wnikliwe i oczywiste wyjaśnienie. :? Sama bym na to nie wpadła! :shock:
Pytanie zadałam w kontekście(pytanie retoryczne), a nie dla samej wiedzy...
A więc chodziło mi by wywnioskować, że skoro Bóg stworzył Anioła, dopuścił by się zbuntował, pozwolił tym samym na istnienie szatana, jest w stanie ze wszystkiego wyprowadzić dobro (historia Zbawienia), to jeżeli nawet Sztuki Walki to dzieło szatana to Bogu nie przeszkadzają bo zawsze nad swym stworzeniem ma przewagę. A wręcz mogą posłużyć Dobru.
Osobiście uważam, że SW są dziełem człowieka( są neutralne), a jako takie nie są szkodliwe dopóki się nie trafi człowiek, który wykorzysta je dla krzywdy innych, dla zła.
Tak jakoś mi się wydaje... :wink:
 
 
krzysztof_s
Gość
Wysłany: Wto Cze 19, 2007 20:33   

Umiejętność walki, tak jak i broń, zawsze towarzyszyła człowiekowi
 
 
Kary
[Usunięty]

  Wysłany: Pią Sty 11, 2008 23:29   

Moim zdaniem wszystko zależy od celu trenowania sztuk walki.
 
 
Marcin Kostyra 


Pomógł: 2 razy
Skąd: Puławy
Wysłany: Sob Sty 12, 2008 20:13   

Sztuka walki powinna wymuszać jakieś samodoskonalenie, inaczej jeśli celem jest tylko umiejętność walki,pasy, medale itp. szybko człowiek może zniechęcony do SW.
 
 
 
Lava
[Usunięty]

Wysłany: Nie Maj 04, 2008 16:23   

Dobry temat. Myślę, że mogę się tutaj nieco wypowiedzieć. Czytałem dosyć jak Kościół katolicki ma się do sztuk walk. Poza tym jestem chrześcijaninem i mam pewną wiedzę na ten temat.

Na początku chciałbym złamać pewien stereotyp - dosyć wyczerpująco - opisywany w książce "Dzikie serce. Tęsknoty męskiej duszy" – J. Eldredge. Otóż Bóg na 100% nie będzie kogoś karał za samo trenowanie umiejętności walki. W tej religii chodzi raczej o to, czy po prostu jesteś dobrym człowiekiem, czy też nie. Niektórzy mówią, że chrześcijanin powinien być ułożony, grzeczny, cichy, lękliwy. Mogę to określić jednym słowem - bzdury. Tak mówią przeciwnicy Kościoła chcący ośmieszyć tą religię. Sam Jezus Chrystus jak podaje Pismo Święte - gdy w świątyni ludzie urządzają targowisko rozgniewał się i powyrzucał ich - podaje to ten fragment - "Zbliżała się pora Paschy żydowskiej i Jezus udał się do Jerozolimy. W świątyni napotkał tych, którzy sprzedawali woły, baranki i gołębie oraz siedzących za stołami bankierów. Wówczas sporządziwszy sobie bicz ze sznurków, powypędzał wszystkich ze świątyni, także baranki i woły, porozrzucał monety bankierów, a stoły powywracał. Do tych zaś, którzy sprzedawali gołębie, rzekł: <<Weźcie to stąd, a nie róbcie z domu mego Ojca targowiska>>." (św. Jan 2, 13-16)
Jak widzimy Jezus był po prostu tym dobrym. Nigdy nie zaczepiał nikogo, żeby mu wlać. Robił po prostu to, co słuszne. Jest wiele innych przykładów w Piśmie Świętym, gdzie Chrystus staje w obronie kobiet, uciśnionych, gdy ktoś ich atakował także słownie (w tedy potrafił być stanowczy). W Starym Testamencie Bóg również pokazuje swój gniew przeciwko niesprawiedliwości.
Policjant, gdy biegnie z pałką do dwóch łobuzów, którzy właśnie kopią niewinną osobę, również czyni dobrze. Sami więc widzimy, że samo walczenie nie jest złe, chodzi raczej o to po której staniesz stronie.

A co do uprawiania sztuk walki sprawa jest oczywista - trenujesz, żeby być silnym, zdrowym, chronić innych - wszystko jest OK. Ale zauważmy, że w dalekowschodnich sztukach walki, w przeciwieństwie np. do boksu, zapasów, duży nacisk kładzie się na elementy filozoficzne czy też duchowe. Azjaci byli bardzo przywiązani do swoich filozofii i na nich opierali wiele dziedzin swojego życia, nie tylko sztuki walki.
Powiem krótko, jeśli nie jesteś buddystą, wyznawcą konfucjanizmu itd. to po co masz się stosować podczas treningu np. do medytacji? Jest to całkowicie pozbawione sensu. To zupełnie tak samo, gdybyśmy to my - chrześcijańscy Europejczycy - opracowali wiele systemów walk, połączyli je z naszą religią i powiedzieli do Azjatów: "Będziemy was trenować, musicie również stosować się do naszej religii, bo na tym polega trening walki". Rozumiecie?

Jeszcze nie wyjaśniłem jak Kościół katolicki jest nastawiony na sztuki walki. Powiedzieć - jest im przeciwny - byłoby błędem. Jest przeciwny praktyce duchowej dalekowschodniej. Dlaczego?
Może przedstawię konkretny przykład. Pewien Aikidoka o imieniu Bartek - trenując, a jednocześnie oddając się medytacją sam o sobie mówi: „Jednocześnie wraz z tą osobową obecnością we mnie uruchomiły się we mnie jakby dary paranormalne. Doświadczyłem czegoś na kształt telepatii, to znaczy obudziła się we mnie ogromna wrażliwość na ludzkie intencje i zamiary. Stając przed kimś na macie, po prostu wiedziałem co ten człowiek za chwilę zrobi.” Podobnie jak mistrz Ueshiba. „Jednocześnie objawiać się we mnie zaczęły różne choroby o nieznanym źródle. W rezultacie, mając 2m wzrostu, ważyłem po roku około 60 kilogramów. To niewiarygodne, ale w takim stanie dysponowałem ogromną siłą psychiczną. Czułem się bogiem, taka władza nad każdym człowiekiem!”
Niską wagę – gdyby ktoś się uparł – można wyjaśnić również przetrenowaniem i kiepskim odżywianiem. Myślę, że w tym przypadku nie koniecznie tak musiało być, ale nie o to chodzi. To jest jeden z wielu przykładów. Ueshiba, Funakoshi i inni mistrzowie dzięki medytacjom osiągali swoisty – szósty zmysł. Wiedzieli po prostu co zrobi ich przeciwnik i nie chodzi tu o przewidywanie ruchów przeciwnika, gdy je choć trochę sygnalizuje. Można powiedzieć fajna, chodź nienaturalnie ludzka umiejętność. Jednak idąc dalej w temacie - wiele osób stosując te duchowe praktyki odczuwa potem stałą obecność kogoś złego. Dalej Bartek wypowiada się: „Wkrótce jednak okazało się, że to nie ja decyduję o sobie. Będąc kiedyś sam w domu znalazłem stary różaniec i wziąłem go do ręki, bo leżał gdzieś w kącie. W tym momencie usłyszałem potok obscenicznych bluźnierstw. To co przedtem było efektem medytacji, co uznawałem za stan przejścia w wyższy obszar duchowy, teraz uruchomiło się bez mojego wpływu. Doznałem potwornego uczucia paniki i wybiegłem z domu. Od tej pory towarzyszyła mi obecność kogoś złego”. (Wypowiedzi tego Aikidoki możemy znaleźć w jednym z numerów „Miłujcie się”, oraz w Popularnej encyklopedi New Age)
Jest naprawdę wiele innych podobnych przykładów, które ciężko wszystkie wypisać. Stosujący praktyki duchowe w dalekowschodnich sztukach walki mają potem rzeczywiście lęki, niektórzy boją się spojrzeć w lustro, w obawie, że zobaczą kogoś prócz siebie. Mają bóle głowy o nieznanym pochodzeniu.
Często słyszymy u praktyków choćby Zen – nie myśl o niczym, połącz się z energią Ki. Kościół ostrzega przed tego typu praktykami, gdyż może dojść do opętania, którego skutki są wyżej opisane.
Ktoś może po przeczytaniu tego pomyśleć – to tylko bajki, bzdury, głupoty. Ateista np. może powiedzieć –ok., ale ja nie wierzę w opętanie. Innym argumentem może być również – czyś ty na głowę upadł?! Zobacz ilu z nas trenuje sztuki walki i nic.
Po pierwsze nie ma tu zdarzeń, które sam wymyśliłem, lecz podaję suche fakty. Po drugie każdy posiada własną wolę i nie ma żadnego przymusu do wierzenia w kogokolwiek i cokolwiek. Jednak tutaj znów – fakty mówią za siebie o konkretnych zdarzeniach. Po trzecie pewnie, że jeśli będziemy trenować sporty walki, to nie znaczy, że będziemy opętani. Nie zamierzam siać zamieszania, ani budzić paranoi. Jak już wspomniałem Bóg błogosławi trenujących umiejętność walki w dobrym celu (nawet dla samej poprawy kondycyjnej – to również jest dobre). Kościół ma na myśli praktyki duchowe, towarzyszące przy niektórych stylach. Poza tym jeśli ktoś medytował, też nie znaczy, że od razu jest opętany. To się dzieje po długich i wyczerpujących praktykach. To jest jak dorzucanie do miseczki po jednym ziarnku ryżu, aż będzie ona pełna. Po jednym ziarnie nie będzie ona pełna, ale po co w ogóle wrzucać. Pewnie, że można temu nie dawać wiary, tylko jak potem wyjaśnić te fakty? Wiara w Boga z naszego wygodnictwa jest często odrzucana.

Nie napisałem tego, żeby zmusić kogoś do wiary chrześcijańskiej, czy wzbudzić w kimś niepokój. W końcu celem tego tematu jest odpowiedzieć na pytanie: jak ma się religia do sztuk walki. Więc odpowiedziałem na nie. Pragnę tylko dodać pewien ironiczny fakt. Gdy widzimy człowieka klęczącego w kościele niektórzy czasem śmieją się z tego; ale z kolei patrząc na Aikidokę oddającego ukłony przed obrazem Ueshiby, te same osoby nic nie mówią. Podczas gdybyś to samo robił przed wizerunkiem swojego dziadka, z pewnością wylądowałbyś w domie wariatów.

Na koniec warto sobie zadać jedno pytanie: Co ja w zasadzie chcę robić? Trenować walkę wręcz, czy stosować dalekowschodnie praktyki duchowe, a może jedno i drugie? Każdy z nas ma wolny wybór i postąpi według własnej decyzji. Pamiętajmy tylko, że jeśli jest się np. Katolikiem to do czegoś to zobowiązuje i nie można służyć dwóm bogom naraz.
 
 
harnaś 


Pomógł: 2 razy
Skąd: Puławy
Wysłany: Nie Maj 04, 2008 18:43   

Lava napisał/a:
Katolikiem to do czegoś to zobowiązuje i nie można służyć dwóm bogom naraz.


Że się tak wtrącę - jeżeli jest się katolikiem to można służyć tylko jednemu Bogowi (bo wtedy zakłada się że innych nie ma, są jeszcze tylko duchy, dobre i złe).
 
 
 
Lava
[Usunięty]

Wysłany: Pon Maj 05, 2008 16:36   

harnaś napisał/a:
Lava napisał/a:
Katolikiem to do czegoś to zobowiązuje i nie można służyć dwóm bogom naraz.


Że się tak wtrącę - jeżeli jest się katolikiem to można służyć tylko jednemu Bogowi (bo wtedy zakłada się że innych nie ma, są jeszcze tylko duchy, dobre i złe).


Dokładnie, chodziło mi o to, że nie można traktować dwóch różnych osób (czy rzeczy) jako swoich bogów, którzy są na równi. Ale mniejsza o to ;) Dzięki za sprostowanie
 
 
Wojcio 
Eko-świr

Skąd: Puławy
Wysłany: Nie Lis 16, 2008 18:40   

Moze chodzi tu o to by nie krzywdzić bliźniego, ale któsz to wie. Wkońcu nie robimy tego w taki sposób, że powalamy kogoś a puźniej po nim skaczemy ( by go dobić :P ). Tylko po to żeby ewentalnie ( to tylko przykład i nie daj Bóg z życia wzięty) jak ktos po nas skacze zeby mu odać, uszkodzić, spacyfikowąć lub też poprostu unieszkodliwić. :) Więc tu raczę religia nie ma za dużo do pogadania.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,3 sekundy. Zapytań do SQL: 10