|
Moldova zdobyta po raz czwarty!

W dniach 29 -30 marca 2008 roku w Kiszyniowie - stolicy Mołdawii odbył się I Europejski Festiwal "Voievod", a w jego ramach Mołdawski Festiwal
Sztuk Walki oraz I Otwarte Mistrzostwa Europy Voievod. Udział w nim wzięła także ekipa Polskiej Federacji Tang Soo Do z trenerami Marcinem Kostyrą i
Andrzejem Grajczykiem, reprezentowana przez 3 zawodników z Centrum Tang Soo Do: Damiana Gębala, Sebastiana Chudzika (z Końskowoli), Marka Czapkę
(z Puław) oraz 1 zawodnika z Klubu Sportowego"Hwarang" Przysucha - Konrada Sikorskiego i 3 reprezentantów Klubu "Obi-Elcor" Wyszków: Andrzeja
Grajczyka, Romana Pasierowskiego i Marcina Kalitę. Ponad to towarzyszyła nam fotoreporterka Dorota Twardowska a kibicowały Monika Pasierowska i
Urszula Kostyra.
W składzie biało - czerwonej drużyny znaleźli się także reprezentanci Lubelskiego Klubu Sportów Walki "Dan" z Lublina, Łęcznej, Świdnika, Puchaczowa, Policyjnego Towarzystwa Sportowego Łukplast Łuków, MKS "Kalina" Lublin, KS Taekwon-do "Hwa-Rang" Ciepłowodny i Lubelskiego Zrzeszenia Muay Thai Politechniki Lubelskiej.
Imprezę w stolicy Mołdawii rozegrano pod patronatem prezydenta kraju, Vladimira Voronina. Zgromadziła ona 330 zawodników m.in. z Łotwy, Ukrainy, Białorusi, Rosji, Gruzji i oczywiście Mołdawii. Trzeba powiedzieć, że organizacja imprezy z roku na rok stoi na coraz lepszym poziomie. Toteż te zawody były najlepsze z dotychczas rozgrywanych, choć i teraz wielu zawodników walczyło bez jakichkolwiek ochraniaczy.
Voievod to mołdawski sport walki, bardzo zbliżony w formie sportowej do kickboxingu. Jego szefowie to Nicolae Pasacaru i Serghei Stoler.
Ekipa polska jak zwykle przyjęta została w Kiszyniowie niezwykle ciepło. Polacy stanowili największą zagraniczną ekipę wśród uczestników i mimo że zabrakło wielu doświadczonych zawodników, żniwo medalowe biało - czerwonych wygląda naprawdę imponująco. Nasi zawodnicy rywalizowali w trzech formułach walki (voievod, taekwondo TI i WTF) oraz w układach. Ogółem na 36 zawodników wywalczyli 57 medali, w tym 17 złotych, 20 srebrnych i 20 brązowych, zajmując I miejsce w klasyfikacji generalnej
i zdobywając pamiątkowy puchar.
Warto powiedzieć kilka słów o samym wyjeździe, bo wyprawy do Mołdawii to zawsze niepowtarzalna i nieprzewidywalna przygoda. Było tak i tym razem. Tradycyjnie szefem i organizatorem całej polskiej ekspedycji był Piotr Bernat z LKSW "Dan". Wyruszyliśmy wypełnionym po brzegi autokarem i samochodem osobowym w czwartek 27 marca po południu spod Lubelskiego PZMotu. I od razu z ponad dwugodzinnym poślizgiem, gdyż czekaliśmy na jadących z nami 3 uczestników z Łodzi. Długie, bo 5 godzinne oczekiwanie na granicy polsko - ukraińskiej, pokrzyżowało nam plany turystyczne. Warto udać się do Mołdawii, choćby dlatego, żeby przekonać się jak wygląda odprawa na wschodniej granicy Unii Europejskiej - długie oczekiwanie, mnóstwo formalności i biurokracji. Po przekroczeniu granicy czeka jeszcze przeprawa z wykupem "obowiązujących" na Ukrainie ubezpieczeń. Tym razem negocjacje w tej sprawie prowadzili trenerzy Marcin Kostyra i Dariusz Mituła, ale po kilkunastu minutach zakończyły się pełnym sukcesem (sprawę załatwili fortelem, niczym nie ustępując w pomysłowości Sienkiewiczowskiemu Zagłobie) i bez przeszkód mogliśmy jechać dalej. Podróż, choć bardzo wyczerpująca, mijała nam we wspanialej atmosferze i dość szybko, mimo iż ukraińskie drogi pozostawiają wiele do życzenia a na drodze spotkać można kierowców, którzy mimo nocy nie używają świateł. Rano zatrzymaliśmy się na kilkudziesięciominutowy postój w przydrożnym ukraińskim barze, w którym miało się wrażenie, iż czas zatrzymał się w miejscu. Zmęczeni podróżą mieliśmy ochotę na coś ciepłego do zjedzenia, ale szybko okazało się, że dostaniemy tylko herbatę lub kawę (ewentualnie alkohol), w każdym razie dopóki nie przyjdzie zmiana obsługi. Niepocieszeni, ale rozbawieni sytuacją wyruszyliśmy dalej, przez okna autokaru podziwiając krajobraz. Przejeżdżaliśmy m. in. Przez Skalę Podolską, zatrzymaliśmy się na chwile, by pójść nad Dniestr i zajrzeć do przydrożnej kapliczki, jechaliśmy przez bliski każdemu Polakowi (a szczególnie miłośnikom "Pana Wołodyjowskiego") Kamieniec Podolski i historyczny Chocim. Żal, że nie mogliśmy się zatrzymać i pozwiedzać.
Ukraina to krajobrazowo bardzo ładny kraj, szkoda tylko, że wszędzie widać liczne wysypiska śmieci. Odprawa na granicy ukraińsko - mołdawskiej trwała "zaledwie" dwie godziny. Podziwiając winnice i piękne krajobrazy po kilku godzinach jazdy dotarliśmy do stolicy Mołdawii - Kiszyniowa. Niestety było już za późno, by zwiedzać, zakwaterowaliśmy się w hotelu i po krótkim odpoczynku ruszyliśmy w miasto, by nieco pospacerować i coś zjeść. Udało nam się znaleźć sympatyczną knajpkę, w której łamanym rosyjskim i językiem migowym zamówiliśmy jedzonko. Mieliśmy okazję skosztować soliankę - tradycyjną zupę rosyjską, która stała się hitem wyjazdu. Wróciliśmy do hotelu późno, ale najedzeni i zadowoleni. Sobota była pierwszym dniem zawodów. Na hali panowała niesamowita atmosfera, którą tworzył m. in. doping całej polskiej ekipy. Wieczorem zostaliśmy zaproszeni na specjalny koncert dla uczestników festiwalu. Zrobiło się nam bardzo miło, gdy okazało się, ze gospodarze czekali z rozpoczęciem koncertu specjalnie na nasze przybycie (spóźniliśmy się z powodu problemów z transportem). Sam koncert był naprawdę wspaniały.
W niedzielę dalsza część zawodów. Bawiliśmy się świetnie a hitem okazały się sucharki o smaku, a raczej zapachu ryby, no i kwas chlebowy ;-). Zawody zakończyły się dość późno, więc nie starczyło już czasu na zwiedzanie, ale mogliśmy nieco pospacerować po Kiszyniowie. Zobaczyć bulwar Stefana III Wielkiego, łuk triumfalny, cerkiew Narodzenia Najświętszej Marii Panny (niestety nie udało się nam wejść do środka), park, coś zjeść i wykonać kilka pamiątkowych fotek. Za to wieczorem niezapomnianą wycieczkę po połowie Kiszyniowa zafundował nam Marek.
W drogę powrotną wyruszyliśmy w poniedziałek rano. Złożyliśmy wizytę w skalnych monastyrach mnichów w Starym Orgiejewie. Stare Orhei leży 40 km od Kiszyniowa, pomiędzy dwiema wioskami Trebujeni i Butuceni. Podziwialiśmy tu przełom rzeki Răut, dzwonnicę, wykute w skale mnisie cele i podziemną cerkiew. To niezapomniane, przepiękne miejsce, aż żal było wyjeżdżać. Szkoda, że przeszkodził nam nieco padający deszcz i wiatr.
Ze względu na późną porę i warunki pogodowe nie udało się nam zobaczyć zamku chocimskiego. Do Lublina dotarliśmy we wtorek o 7 rano, zmęczeni, ale szczęśliwi.
Wyjazdy takie jak do Mołdawii są ważne nie tylko z powodu zdobytych medali, ale z faktu, że pozawalają poznać innych ludzi, świat, pogłębić przyjaźnie, zdobyć nowe. Łączą iintegrują.
Oto wyniki naszych reprezentantów:
Konrad Sikorski (Hwarang Przysucha)
III formy
III walki voievod
Damian Gębal (CTSD Końskowola)
I walki taekwondo
II walki voievod
III formy
Sebastian Chudzik (CTSD Końskowola)
I walki voievod
II walki taekwondo
III formy
Marek Czapka (CTSD Puławy)
II formy
Formy synchroniczne
I miejsce - Damian Gębal/Sebastian Chudzik
III miejsce - Marek Czapka/Konrad Sikorski
Andrzej Grajczyk (Obi-Elcor Wyszków)
II miejsce formy
Roman Pasierowski (Obi-Elcor)
II walki voievod;
Marcin Kalita (Obi-Elcor)
III walki voievod;
II miejsce zespołowe walki voievod - Marcin Kalita / Roman Pasierowski (Obi-Elcor);
« powrót do poprzedniej strony
do góry
|
::: Czy wiesz, że... :::
 |
W walce nie kieruj się dumą czy emocjami, ale wartościami, rozsądkiem i honorem.
|
Losowe zdjęcie
 WYSZUKIWARKA
 Logowanie dla członków Federacji
|